Strefa Edwarda

Edward z galeryjki przy kinie Apollo

Fotomontaż z AI Gemini - Ed w oknie wystawowym

Narodziny Edzia

Dawno temu, w małej galeryjce przy starym kinie Apollo w Poznaniu, na półce pod oknem siedział mały miś.
Niepozorny, najmniejszy z całej kolekcji. Nie miał sweterka ani eleganckiej kokardy. Miał za to lekko smutną minkę, jakby przeczuwał, że świat nie zawsze bywa ciepły i pluszowy. Nie miał jeszcze imienia. Wśród innych misiów z rodziny Bukowsky – tych w melonikach, tych w sukienkach, tych, które gwiazdorzyły w świetle wystawy – był prawie niewidoczny.

Ale właśnie dlatego… wypatrzyła go ona. Dziewczyna o jasnych włosach, w dżinsowej kurtce i białych spodniach. Stała z nosem przyklejonym do szyby.

Patrzyła tylko na niego. Nie na misie w pięknych ubrankach, nie na duże maskotki w jeszcze większych pudełkach. Patrzyła właśnie na tego niepozornego, wydawałoby się nudnego mikrusa, który siedział zamyślony, smutny… nieszczęśliwy…

 

On, czyli Edward

– On wygląda… jakby wiedział coś ważnego – szepnęła do chłopaka, który stał obok niej. Ten uśmiechnął się i bez słowa wszedł do środka. Chwilę później dziewczyna trzymała pluszaka w dłoniach.

– Będziesz się nazywał Edward – powiedziała. – Bo wyglądasz, jakbyś był z krainy czarów. I tak Edward dostał nowe życie. Nie wiedział jeszcze, że stanie się strażnikiem pamięci, odkrywcą legend, przyjacielem duchów i cienistych ścieżek przeszłości. Że będzie kochał przygody, wybiegał w przyszłość i marzył o locie w kosmos. Ale już wtedy, siedząc w kieszeni kurtki i czując ciepło dłoni nowej właścicielki, wiedział jedno: Został wybrany. Nie przez przypadek…